OBOZ PRACY 60
Nareszcie norweska granica . Tylko to chyba nie jest ta poludniowonorweska , bo za granica lezy tyle samo sniegu co i przed . Mam nadzieje ze Juras nie pomylil kierunkow swiata i nie skrecil na polnoc . Zapytalem przez krotkofalowke , ale ten twierdzi ze jestesmy w poludniowej Norwegi . Pomalutku zaczynam podejrzewac ze ktos mnie tu chce zrobic w konia ! Po kilkudziesieciu kilometrach zjechalismy na boczne drogi i juz po ciemku dojechalismy do celu . Jakis PeGeeR czy cos takiego . Nad brama napis : "Landbruksmaskiner Ole Kowalski" . Za brama kazali mi wjechac do jakiejs hali , a tam kilku Norwegow mowiacych biegle po polsku zabralo sie od razu za moja ciezarowke . Cos za szybko pracuja . Czyzby i tu panowal ten zbrodniczy akord ? Czyzbym znow trafil do kraju pelnego obozow pracy , gdzie placa za to co sie zrobilo , a nie za to ze sie bylo ?? Na szczescie Juras rozwial moje watpliwosci . Jestesmy u zaprzyjaznionego handlarza maszynami rolniczymi ( polskiego pochodzenia - jak wynika z nazwiska ) i ci pracowici chlopcy beda rozcinac elementy w ktorych przywiezlismy artykuly niezbedne do przezycia w Norwegii : wodke i papierosy . Musza sie spieszyc zebysmy przed wschodem slonca stad znikneli , zanim komus podpadna nasze polskie ciezarowki . Nigdy bym nie przypuszczal ze w dwoch rurach moze zmiescic sie tyle dobr !! Moze gdybym to wiedzial , to skrecilbym po drodze i ja i jeszcze moje wnuki , nie musielibysmy do konca zycia martwic sie o to co zapalic i co wypic ?!! Tysiace paczek Marlboro , Pall Mall, Lucky Strike i jeszcze kilka innych gatunkow ( przewaznie z ruskimi naklejkami ), i setki butelek wodzi, pysznej wodeczki.... Ohh , rozmarzylem sie znowu , a tu podchodzi Juras z tym Kowalskim i dziekuja mi za poswiecenie okazane podczas kontroli celnej . Kowalski zaproponowal mi nawet prace jako OdUPieC ( Odwracacz Uwagi Pieskow Celnych ) . Powiedzial ze mam jakies wrodzone zdolnosci do tej pracy . Zapisal sobie moj numer i obiecal ze zadzwoni jak beda zamawiali nastepny ladunek towaru z Polski . I wreczyl mi koperte z 10.000,- Koron ! Juras mowi ze to sa korony norweskie i ze sa warte wiecej jak szwedzkie ! Wiec moze jestem juz bogaty i nie musze przez reszte zycia ciezko pracowac ? Trzeba sprawdzic w jakims banku , bo tak naprawde to ja juz nikomu nie ufam .
Dalej mam jechac z jednym z tych rozladowywaczy, jego furgonetka . Po drodze bedziemy zaopatrywac w towar kilku rodakow - handlowcow prowadzacych polskie sklepy i jeszcze kilku malych handlarzy obwoznych , ktorzy dostarczaja towar do domu , na zamowienie . Zobacze jak to dziala i moze tez otworze w przyszlosci placowke handlowa !? C.d.n.
OBÓZ PRACY 61
Mój nowy towarzysz podróży ma na imię Kancior. Pochodzi z Pomorza, a większość życia spędził w miejscowościach Sztum, Wronki i Iława. Powitał mnie sympatycznie - "sie masz, sie masz , zajarać nie masz ?" A ja na to - "kopsaj szluga do pasera , bo cię paser sponiewiera" ( mieliśmy w naszej wsi Zdzicha Zybełko, który pracował jakiś czas w Pruszkowie, a potem spędził kilka lat na państwowych wczasach , to się od niego nauczyłem ). I juz byliśmy przyjaciółmi . Kancior pogniewał się na Polskę, bo mu przed rokiem chcieli odwiesić jekieś zawieszenie, a był oczywiście niewinny. Znalazł się w niewłaściwej chwili w niewłaściwym miejscu i padł ofiarą niesłusznych podejrzeń. Wyjechał do Norwegii na pożyczony paszport i pracuje tu ciężko jako akwizytor. Tak to Polska traci coraz więcej porządnych, pracowitych ludzi, bo nie stwarza im odpowiednich warunków do uczciwego życia i jeszcze ich przesladuje. Głównym zródłem dochodu Kanciora są takie właśnie podróże zaopatrzeniowe jak nasza obecna . Najpierw jedzie od odbiorcy do odbiorcy i zbiera zamówienia, potem po towar do Kowalskiego, a później juz tylko dostarcza zamówione ilości w promieniu 300 kilometrów od stolicy Norwegii - Oslo. W wolnych od pracy jako akwizytor okresach, pomaga koledze w Oslo prowadzić Tattoo Studio. To własciwie jego zawód- robi dziargi, a ostatnio wkręca jeszcze ludziom śrubki w jezyki, policzki, pępki, a niektórym paniom to nawet w intymne części ciała. To ostatnie też bym mógł robić! Kancior powiedział że może mnie nauczyć. Zawsze to jeden zawód więcej w reku, a tych nigdy nie jest za wiele . Dzisiejszą noc spędzimy w domu Kanciora, na przedmieściach Oslo, a od jutra będziemy rozwozili towar. W niedzielę będziemy znów w Oslo, bo tamtejsza Polonia organizuje walentynkowe spotkanie i Kancior zabierze mnie z sobą żebym poznał trochę ludzi. Doświadczenie w takich polonijnych imprezach to ja już mam. Mieszka mój nowy kumpel skromnie; jednopokojowe mieszkanie, na parterze, ale za to ma wielki garaz - magazyn. I tu wprowadził mnie w tajniki handlu polską wódką. Butelki zawierają napój z 40% alkoholu. Kancior, żeby nie rozpijać rodaków i innych konsumentów, obniża zawartość alkoholu do 35%. Ma strzykawki z cienkimi igłami i te wbijamy przez naklejkę na zakrętce, na ukos ( bo wtedy najmniej widać ) wyciągamy 45ml i wpuszczamy w to miejsce wodę destylowaną. Smakuje tak samo, a nie powoduje utraty zmysłów w krótkim czasie. Konsumenci kupują więcej, handlarze się cieszą, a Kancior ma na swoje potrzeby ( teraz na nasze ). Bardzo sprytny facet, ten Kancior .C.d.n.
OBOZ PRACY 62
Wpadlem jak sliwka w kompot !!! Kancior opowiedzial mi co nieco o tym kraju, ktory wszyscy tak mi zachwalali i w ktorym chcialem znalezc nareszcie spokoj i dobrobyt ..Nic z tego ! W tej "wspanialej" Norwegii, wodke kupuje sie w specjalnych sklepach , ktorych jest mniej niz aptek ! A w nocy to nawet te zamykaja ! I ceny!! Za byle jaka butelczyne placisz 200-300 koron - to jest powyzej 100 zlotych !! Stowa za flaszke ? Jak masz robote to zarabiasz w ciagu 2-3 godzin na jedna , jedyna butelczyne . Zaczynam tesknic za Hiszpania , Holandia i Niemcami . Tam jest normalnie . Pracujesz i zarabiasz na tyle wodki ile normalnemu czlowiekowi trzeba aby przezyc .Na szczescie, mam obecnie zatrudnienie u Kanciora w branzy monopolowej i nie musze martwic sie o zakupy . Obskoczylismy dzis kilku kanciorowych klientow w Oslo i okolicy. Jeden polski sklep ( ci biora kilkanascie kartonow wyborowej i kilkaset wagonow papierosow ), dwie knajpki , ktorych norwescy wlasciciele poznali sie na doskonalej jakosci oferowanego przez nas towaru , a na koniec zaopatrzylismy jeszcze kilku odbiorcow indywidualnych, chroniacych swoje ciezko zapracowane pieniadze przed pazyrnoscia norweskiego panstwa . W wiekszosci siedza ci ludzie w domu i poszukuja pracy . To przemawia pozytywnie za norweskim systemem socjalnym . Szukasz pracy -masz zasilek i mozesz dalej udawac ze szukasz pracy. Potem wstapilismy jeszcze do tego Tattoo Studio z ktorym Kancior wspolpracuje . Szefem jest Gabor- wegierski kumpel Kanciora z ktorym mieszkal 3 lata w jednym pokoju we Wronkach. Gabor pracowal jako kierowca i wozil auta z Polski na Ukraine, az jakis zawistny konkurent zglosil polskiej policji ze te auta po drodze zmieniaja kolory i numery . Gabor nauczyl sie swietnie naszego jezyka . Akurat przyszla jakas ruda Norwezka o figurze takiej jak dwie moje Kaski zwiazane do kupy i zamowila sobie kolczyk do pepuszka .To sie nazywa piercing. U nas sie tak krowom blaszki w uszy wtykalo , a buchajom kolka do nosow . Pomoglismy Gaborowi ; ja trzymalem dwie faldy tluszczu w jedna strone, Kancior trzy faldy w druga strone, a Gabor montowal to metalowe kolko z wisiorkiem . Jak puscilismy to okazalo sie ze nic nie widac i trzeba bylo cala akcje startowac jeszcze raz . Tym razem Gabor przyczepil branzoletke i troche jej wystawalo. Panienka bardzo sie cieszyla i powiedziala ze jedzie na urlop do cieplych krajow i musi wygladac sexi , zeby sie panom podobac .Kiedys slyszalem ze u tych egzotycznych to baby ocenia sie wedlug wagi , wiec bedzie miala dobre szanse .C.d.n.
OBOZ PRACY 63
Cala sobote ( od 12.30 do 14.25 , z jedna tylko przerwa obiadowa ) przepracowalismy ciezko z Kanciorem w jego garazu . Jak pracujemy to pracujemy i nie patrzymy na zegarek . Niemalze odciskow narobilem sobie na palcach z tego pompowania strzykawkami . I po raz pierwszy w moim zyciu docenilem akordowy system pracy . Im wiecej wypompuje wodki z butelek i i zamienie ja na wode w jak najkrotszym czasie , tym wiecej mozemy wypic i odlac do innych butelek "na pozniej". A wiec to jest ta teoria relatywnosci zwana rowniez teoria wzglednosci . Jesli jakis kapitalista zmusza cie do pracy w morderczym tempie i uwzglednia przy tym wylacznie swoj zysk to jest to niesprawiedliwe , nieludzkie , zbrodnicze wykorzystywanie twoich sil dla pomnazania jego majatku . Jesli dobrowolnie pracujesz w morderczym tempie uwzgledniajac przy tym wylacznie twoje wlasne korzysci to jest to podyktowane zdrowym matematycznym mysleniem , dazenie do zmaxymalizowania materialnych wynikow twojej pracy . Po prostu wszystko zalezy od punktu odniesienia no i od punktu widzenia .
Wieczorem poszlismy na to walentynkowe spotkanie polonii w Oslo . Weszlismy do lokalu spodziewajac sie baletow , jak to na imprezie . A tu grupka sztywnych smutniakow - wszystko trzezwe, popijaja coca-cole i wode mineralna i dyskutuja z minami jak na swoim wlasnym pogrzebie o polityce i waznych wydarzeniach miedzynarodowych ostatnich tygodni . Nawet nie dalismy po sobie poznac , ze my tez z Polski . Wypilismy po dwa piwka poszlismy do innego lokalu , tam gdzie spotykaja sie emigranci z Litwy . I zrozumialem sens slow wieszcza - "Litwo , ojczyzno moja , ty jestes jak zdrowie....". Po prostu zdrowa , normalna balanga na calego . Pije sie wodke szklankami , albo prosto z butelki , zagryza sloninka , tanczy i spiewa do bialego rana . Tu by sie nasza "polonia" mogla nauczyc jak sie organizuje spotkania w gronie rodakow . Gdybym nie byl tak wielkim patriota , to pewnie zmienilbym obywatelstwo na litewskie . Ale jestem , wiec wymienilem numery telefonow z kilkoma nowymi znajomymi ( rowniez plci zenskiej ). Wprawdzie juz w poniedzialek w mam rozpoczac prace u pani Stanislawy w okolicach Stavanger , ale kto wie jak tam bedzie i moze jednak wroce do Oslo . Szczegolnie z powodu jednej Litwinki o pieknym imieniu Daiva ....C.d.n.
Wpisów: 872Hrabia Monte Kristo ( Absofuckinlutely nae daft cunts, please )
#126 | Wczoraj - 20:40 .P.S. Musze przyznać, że się troszku wkręciłem w te zabawną historie...
Wasza Wysokosc!
To milo ze sie wkrecasz! Poczekaj na odcinek 1745.. tam dopiero beda jaja!
Z powazaniem,
Fachurra (tez troszke arystokrata).
OBOZ PRACY 64
Z roznych powodow organizacyjnych , ale rowniez sercowych ( Daiva......) ruszylismy w droge do Stavanger z jednodniowym opoznieniem . Po drodze trzeba bylo zalatwic jeszcze jedno zamowienie polskiego sklepikarza w miejscowosci Drammen . I tu zadyma na calej linii !! Reklamacja ! Kierownik sklepu wyciaga ze skrytki pod podloga na sklepowym zapleczu szesc napoczetych butelek naszej dobrej polskiej wodki i probuje nam wmowic ze w ostatniej dostawie byla chrzczona !! Nieslychana bezczelnosc . Musialem trzymac Kanciora z calej sily , zeby tego lekkomyslnego kierownika nie uzyl jako worka treningowego ( Kancior trenowal boks we Wronkach) .
Kierownik twierdzi ze niezadowoleni klienci przyniesli te butelki i zazadali zwrotu pieniedzy , bo to co kupili smakuje prawie tylko na wode . Rozpoczelismy sledztwo . Najpierw wzielismy po solidnym lyku z gwinta ..!! Fuuuj!! Co to jest ? Koci mocz , albo woda mineralna . Wiec przyjrzalem sie zakretkom . I oczom nie wierze ! Oprocz profesjonalnie i prawie niewidocznie wykonanej w gornym zwoju gwintu dziureczki marki Kancior , na samym srodku zakretki wielka , zrobiona chyba gwozdziem dziura, zaklejona guma do zucia . I to samo w pozostalych pieciu zakretkach . Guma do zucia ?! Przeciez za lada tego sklepu stoi jakies przedziwne stworzenie w rozowych , obcislych porteczkach i z pomalowanymi paznokciami , ale z czarnym wasikiem jak Freddy Mercury . Ni to chlop , ni to baba . I to-to zuje gume !! Wzialem Kanciora na bok i zapoznalem go z wynikiem sledztwa . Kancior odsunal na bok , bardzo grzecznie pana kierownika , tak ze ten przewrocil po drodze jakis regal , i zlapal tego zbabialego ekspedienta za krocze ( pewnie zeby sprawdzic co to wlasciwie jest ). Pokazalem ekspedientowi jedna zakretke i od razu zlozyl zeznanie . Dyzio ( to ten pedalowaty ekspedient) pracuje od kilku tygodni w tutejszej placowce handlowej i zarabia za malo , aby pokryc bardzo wysokie koszty swojego zycia w Norwegii . Aby moc utrzymac jaki taki standard zycia ( ciuszki, kosmetyki, bizuteria, dyskoteki itd.) byl zmuszony podjac dodatkowa prace jako dystrybutor zakazanych napojow . Zaopatrywal sie u swojego pracodawcy , wypompowujac z butelek po 100 ml i uzupelniajac je woda . Bydlak jeden . Rodakow oszukiwal ! Polecilismy kierownikowi natychmiastowe rozwiazanie stosunku pracy z tym nieodpowiedzialnym , poczatkujacym oszustem . Na pozegnanie Kancior pozdejmowal mu jeszcze pierscionki i zdjal zloty kolczyk z dolnej wargi nie otwierajac zameczka..
A tak swoja droga , jak to sie czasy zmienily. 20 lat temu , taki pedzio ubieralby sie w normalne meskie ciuchy i udawal chlopa . A dzis ? Obnosza sie ze swoja pedalowatoscia , wrecz dumni sa z tego ze wbrew woli boskiej szukaja uciech cielesnych u przedstawicieli wlasnej plci .Brrrr... Malo tego ! Nawet ci "normalni" mezczyzni skubia sobie brewki , wlosy z klaty ( te byly kiedys najwiekszym wabikiem na plazy ) i gola nie tylko zarost na twarzy , ale i po pachami a nawet i pod brzuchem ! Chlopy bez wasow i brod , z ogolonymi podbrzuszami , pija wodke pomieszana z sokiem i do tego pala slim cigarettes . Horror !!! Ale nie martwcie sie dziewczeta ! Na wasze szczescie jest jeszcze Fachurra... C.d.n.
OBÓZ PRACY 65 i 66
Przyzwyczaiłem się już do Kanciora i nawet do moich ciężkich obowiązków w jego firmie dystrybucyjnej. Ale coś mnie ciągnie do tej pani Stanisławy, która zaoferowała mi pracę w swoim domu. Jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi ciągle: jedź do Stasi.. jedź do Stasi.. Czyżby to miało być moje przeznaczenie? Czyżby oczekiwało mnie tam coś szczególnie dobrego? Może miłosc... , a może pieniądze? Albo ten zmarły mąż pani Stasi był właścicielem browaru? Muszę sie tego dowiedzieć. Jeszcze tylko kilka kilometrów i już będziemy na miejscu. Dojechaliśmy już po ciemku. Kancior powiedział że to jest najbardziej ekskluzywna dzielnica miasta. Od jednej bramy wjazdowej do nastepnej jedzie sie chyba z kilometr. Znaleźliśmy podany numer i Kancior zaraz zauważył, ze ten numer i ozdoby na kutej bramie są pozłacane. Kiedy akurat zaczęlismy zastanawiać się jakby to zdemontować, brama się otwiera. Jak w filmie, automatycznie. Wychodzi jakis średnio opalony typ w mundurku i pyta po norwesku ( Kancior ten język zna ), czym może nam służyc. Grzecznie i sympatycznie, tak jak ja to lubię. Pokazałem mu kartke z adresem pani Stasi i wpuscił mnie do środka . Kancior dał mi jeszcze na pożegnanie reklamowkę z czterema butelkami nierozcienczanej wyborowej i pięcioma wagonami papierochów, żebym coś miał na początek. I zwitek banknotów. Nawet nie liczyłem ile, bo takim ludziom jak Kancior to ufam ślepo. Opalony cieć kazał mi wsiąść do takiego elektrycznego autka bez drzwi i walizkę mi z tyłu postawił. Fajnie tu! Reklamówkę wolałem trzymać na kolanach. Przejechał ze mna kilkaset metrów przez zaśnieżony park i za zakrętem zobaczyłem oświetloną jak pałac królewski w Warszawie, ogromną willę. Ooooo! To tu mieszka pani Stasia... Weszliśmy po schodach. Drzwi wejściowe otwiera już jakaś opalona laska w takiej sukience jak kiedyś były mundurki szkolne dla dziewczynek – granatowa z białym kołnieżykiem , a na głowie koronkowy czepeczek. Cieć wniósł moją walizkę i poszedł, a ta ciemnoskóra pielęgniarka pokazała że mam iść za nią. Wygląda tu jak w muzeum. Na ścianach stare obrazy w złotych ramach, po kątach rycerskie zbroje i ten potężny kryształowy żyrandol wiszący pośrodku hallu na wysokości 7 metrów.. Jak oni to powiesili? Weszliśmy do pokoju który wygląda jak sklep. Całe ściany pełne półek z książkami, na koncu pokoju kominek, a przed nim dwa fotele i stoliczek. A na stoliczku flaszeczka! Polski dom! Zacząłem się przyglądać flaszeczce i przypadkowo zauważyłem, że w jednym z foteli siedzi jakaś elegancka, uśmiechnięta starsza pani. A więc to musi być pani Stasia.. Dobry wieczór, powiedziałem i ukłoniłem się grzecznie, szurnąwszy prawą nogą do lewej, tak jak nas kiedyś uczono w pierwszej klasie. Witam pana w moim skromnym domu, Panie Fachurra - odpowiedziała pani Stasia. W skromnym domu! To ona by musiała mój zobaczyć. Ten to jest skromny. Dziwny jest ten świat... Złoto na płocie, złoto na ścianach, złoto na palcach , a ta mówi – w skromnym domu. Koniaczek? - pyta pani Stasia. Oh, chętnie, bo tak zimno – odpowiedziałem dyplomatycznie. Szklanki do tego koniaczku to mają porządne, prawie pół flaszki się mieści. Oczywiście drugą połowę flaszki wlałem do koniakówki pani Stasi, bo jestem gentelmenem. I nagle dojrzałem pod stoliczkiem dwie puste butelki po tym zagranicznym koniaku. Coś zaczęło mi świtać ! Pani Stasia lubi wypić!! Jeśli sie nie mylę, to już lepiej trafić nie mogłem. C.d.n.
OBÓZ PRACY 67
Bardzo rozmowna ta pani Stanisława. I ciekawska. Wszystko by chciała wiedzieć. Skąd jestem, z jakiej rodziny, czy żonaty, ile dzieci, wykształcenie, doświadczenie zawodowe (?!). Musiałem na bieżąco komponować nowy życiorys, bo mi na tej pracy bardzo zależy, a Gino powiedział że najważniejsze dla nowego chlebodawcy jest pierwsze wrażenie. A więc zostałem w trybie przyspieszonym, najstarszym synem sołtysa naszej wsi, bardzo cenionego w latach 70-tych i 80-tych obywatela. Tatuś zginął w wypadku samochodowym i mając 19 lat, zaraz po zrobieniu matury z wyróżnieniem w Technikum Mechanicznym (mam świadectwo zrobione przez Kasko w Szwecji ), musiałem przejąć rolę głowy rodziny i dbać o dwie młodsze siostrzyczki i młodszego braciszka. W szkole byłem zawsze prymusem i gdyby nie tragiczny los tatusia i związane z tym obowiązki, które na mnie spadły to zapewne ukończyłbym studia na które koniecznie chciał mnie skierować dyrektor technikum i byłbym dziś inżynierem i pewnie jeszcze magistrem. Zawsze byłem najważniejszym ministrantem w naszym kościele i proboszcz chciał mnie wysłac na seminarium duchowne, ale nie mogłem z powodów jak wyżej. Ożenilem się z pierwszą wielką miłoscią i mamy dwoje dzieci które też są prymusami w szkole. Przed kiloma miesiącami, nie widząc perspektyw dalszego rozwoju w naszym powiecie zdecydowałem się na poszukiwanie pracy w zachodniej Europie. I tu już nie musiałem dużo kłamać. Opowiedziałem o pechu, który mnie prześladuje, o ciągłych próbach znalezienia pracy, choćby nie wiadomo jaka miała być ciężka i o tych wszystkich łobuzach wykorzystujących naiwność i łatwowierność przybyłego z Polski uczciwego człowieka. Podkreśliłem moją przedsiębiorczosc opowiadając o firmie budowlanej jaką założyłem w Niemczech i do zamknięcia której zmusili mnie nieuczciwi i niewypłacalni zleceniodawcy. To się pani Stasi chyba bardzo spodobało - przedsiębiorczość. Potem zapytała o referencje. No, że niby ktoś może o mnie coś dobrego powiedzieć. Upps.. Co jej powiedzieć? Oczywiście, że mam świetne referencje. Poszukam jutro numerów telefonów moich byłych pracodawców i dam pani Stasi. Pomyślałem, że może zadzwonić do Kanciora, do Szczeny z Danii.... Hm..I do kogo jeszcze? Aa, jeszcze do Jurasa, tego kierowcy trzeciej ciężarówki naszego konwoju ze Szwecji do Norwegii. Do Gino lepiej nie, bo ten to taki trochę fałszywy mi się wydaje. Chyba się pani Stasi mój życiorys spodobal, bo pokazała mi gdzie magazynuje swoje koniaczki. Naciska się na guziczek i dwie półki z książkami się otwierają, a za nimi prawdziwy sklep monopolowy. Wszystko czego polska dusza zapragnie, łącznie z Wyborową, Panem Tadeuszem i Chopinem ( Mickiewicz i Chopin na pewno by się ucieszyli gdyby im ktoś powiedział jak się teraz polskie wódki nazywają). Po następnej szklaneczce pani Stasia zaczęła opowiadać o sobie, a tu nagle jak coś nie pierdyknie przed domem.. Pomyślałem przerażony ze to jakiś zamach terrorystyczny, a pani Stasia, całkiem spokojnie, ze to jej córka wróciła z wieczornej zabawy w dyskotekach i jak zwykle wjechała do garażu nie otwierając bramy. I tu przeszliśmy do omówienia moich obowiązków . Miedzy innymi muszę rano zawieźć to uszkodzone auto do warsztatu i dopilnować mechaników, którzy będą naprawiali zrąbaną bramę garażową. Wygląda na to, że jestem zaangażowany . C.d.n.
OBÓZ PRACY 68
Moje stanowisko w tym "skromnym" domu nazywa się forvalter, po naszemu zarządca. Ooo, jak się o tym w mojej wsi dowiedzą to wszystkich rozwali z zazdrości. Zarządzić to ja zawsze umiałem. Na każdej zabawie w remizie i na każdym weselu. Ale o tych doświadczeniach to chyba lepiej pani Stasi nie będę opowiadał. Akurat zaczęła pani Stasiunia coś mówić o moim uposażeniu ( to jest kasa którą się dostaje na koniec miesiąca ), a tu przed domem jak znowu nie huuuknie! Zerwałem się przerażony, a szefowa znów całkiem spokojniutko:- to druga córka wróciła do domu i wjechała swoim autem w tył auta siostrzyczki wbitego już w bramę garażu. A więc roboty mi tutaj nie zabraknie. Już dwa wraki trzeba rano zawieźć do warsztatu. Zapytałem nieśmiało czy trzeba się spodziewać przyjazdu jeszcze kogoś z rodzeństwa? Bo przecież przepracować też się od początku nie muszę. Na szczęście nie. Pani Stasia ma tylko dwie córeczki. Jutro mnie przedstawi. No, no. Muszę się ladnie ogolić i uczesać, a najlepiej to się jeszcze dziś wykąpię, chociaż wcale nie jest sobota. Szefowej zaczął się już troszkę język plątać i zawołała tą opaloną pielęgniarkę, która pokaże mi moje mieszkanie w zachodnim skrzydle. Rano o 9-tej mam zgłosić się po instrukcje. Moja ciemnoskóra przewodniczka po korytarzach nie jest szczególną pięknością, ale jakby chciała zostać na noc w moim pokoju to bym jej nie przeganiał. Na imię ma Soraya, to już wiem. Do zachodniego skrzydła trzeba iść chyba z 5 minut. Może będę w przyszłości jeździł po tym domu na rowerze? Żeby było prędzej. Otworzyła mi drzwi i zapaliła światło....Ludzie!! Toż to wygląda jak gabinet burmistrza u nas w powiecie! Nawet biurko mam! I telefon! Muszę jutro poprosić Sorayke żeby zrobiła mi przy tym biurku zdjęcie. I osobno pokoik z podwójnym łóżkiem i jeszcze łazienka z wanną i prysznicem, a ściany wyłożone marmurami aż po sufit! I to wszystko tylko dla mnie? Albo mieszka tu jeszcze paru innych? Soraya pokazała mi jak się reguluje ciepło. PILOTEM! Zdalnie sterowane! Telewizor zresztą też mam. Plazmę. Ameryka, Fachurra, Ameryka.. Soraya mieszka po drugiej stronie korytarza. Z tym średnio opalonym portierem. To chyba jej mąż. Na imię ma Ranjid. Pokazałem mu flaszeczkę wyborowej z mojej reklamówki, ale pokręcił głową. Albo się krępuje, albo znów jakiś wariat, który nie pije. Sprawdzę to jutro, a dziś wypiję sobie sam tą flaszeczkę w wannie. Za szczęście i powodzenie w życiu. W końcu sobie zasłużyłem.C.d.n.
OBÓZ PRACY 69
Rano o 8-mej ktoś puka cichutko. To Soraya. Przyniosła na tacy śniadanko. Nareszcie jestem traktowany z właściwym szacunkiem. Już chciałem się połozyc z powrotem do tego wielkiego, mięciutkiego łóżeczka, ale na szczęście przypomniało mi się, że mam tu pracować. W co się ubrać? Czy zarządca chodzi w garniturze i pod muszką, czy w ubraniu roboczym? Wybrałem pośrednie. Dres i adidasy. Jakby się komuś nie podobało, to zawsze mogę powiedzieć że akurat skończyłem gimnastykę poranną.
Jak znaleźć szefową w tym ogromnym domu? Na szczęście spotkałem Soraykę i zaprowadziła mnie do jadalni, gdzie pani Stasia z córeczkami spożywają śniadanie.
Wchodzę uśmiechnięty i optymistycznie nastawiony do życia i ludzi, a tuuuu.. Jezus Maria, to chyba gabinet grozy! Czyżby ojcem tych córeczek był dzwonnik z Notre Dame? A może pani Stasia zdradzała męża z własnym bratem? W naszej wsi była rodzina Grzybów. Wszyscy byli spokrewnieni ze wszystkimi, bo nie chcieli żeby rodzinne pola przeszły na własnosc innych rodzin. Więc mnożyli się we własnym klanie. Brat z siostrą, dziadek z wnuczką, mama z synkem itd. Ponieważ dawali zawsze wysokie datki na kościół, więc nikogo te ich dziwne spowinowacenia oficjalnie nie interesowały. Ale mówiło się o nich. Ci też byli wszyscy wyjątkowo nieatrakcyjni. Teraz tylko nie dać po sobie poznać, jak się przestraszyłem. Najpierw przywitałem szefową:- całuję rączki, pani Stanisławo! Potem to samo z córeczkami. Trochę się bałem, czy czasem nie mają krogulczych paznokci i kosmatych rąk, ale nie miały. Będę się musiał jakoś do tych poczwar przyzwyczaić. Córcie nazywają się Moni i Ula . Z wyglądu to mają chyba więcej lat jak ja, ale przy tej urodzie to wiek jest trudno ocenić. A poza tym to moją uwagę przykuły lezące na stole złote łyżeczki, widelczyki i nożyki. To mogło by być jakieś zabezpieczenie na wypadek gdyby coś z moją pracą nie wyszło. Małe to, poręczne, można do kieszeni wsadzić. Życie już mnie trochę nauczyło. Na początek wszystko jest fajnie, a potem nagle bez powodu wyrzucają cię na bruk i jeśli sam nie zadbasz o zabezpieczenie to zdychaj z głodu. Nikogo twój los nie obchodzi. Pani Stasia powiedziała, ze mam iść za nią do wschodniego skrzydła. Piętro wyżej, do traktu nocnego. Czego ona ode mnie chce? Na wszelki wypadek wykruszałem po drodze tytoń z papierosa, żeby wiedzieć którędy w razie czego uciekać. A ta wali prosto do sypialni. Chryste Panie, przecież mogłaby być moją matką! A poza tym to jak już coś ode mnie chciała, to czemu nie wczoraj, jak byłem nawalony? To by mi przeciez łatwiej było. Sypialnie to ma jak chyba królowa angielska. Nawet łożko z baldachimem. Ale nie idzie do lóżka tylko skręca do jakiegoś innego pomieszczenia. Co to? Sklep z odzieżą męską? Całe ściany to szafy.Garnitury wiszą całymi rzędami, butów na połysk wypucowanych całe półki, koszule leżą po jednej na osobnych półkach. Czemu ona handluje ciuchami? I wiecie co się okazało? To jest szafa zmarłego małżonka, pana Wahlstrom. I pani Stasia każe mi sobie wybierać co mi się podoba. Troche grubszy ode mnie musiał byc ten nieboszczyk, ale przy tym tempie pracy i odzywianiu dopasuję się już pewnie w krótkim czasie do jego figury. Buty tez mial o 2 albo 3 numery wieksze, ale ponapycham papieru toaletowego i będą pasowały. Wybrałem sobie kilka garniturków, trochę koszul i trochę sportowej odzieży ( moze będę grał w pokera albo w golfa?). Pani Stasia powiedziała że mogę zabrać wszystko i wysłac biednym krewnym do kraju. Hmm. To moja Kaśka otworzy butik odzieżowy i już nie będzie się mnie czepiała o pieniądze. Bo co jak co, ale o rodzinę to ja dbam. C.d.n.
Zgłoś do moderacji
Wpisów: 62
Cezary X
#137 | Dziś - 18:42
Fachura przestan pierdo..ic i zacznij od poczatku.Bo to co ty piszesz to lepiej przestan palic chasz.Lepiej kup se piwko kolego.
Zgłoś do moderacji
Wpisów: 62
Cezary X
#138 | Dziś - 18:45
Nie powiem inaczej zmien dragi na slabsze bo te juz ci zaslaniaja twoj pusty mozg.
__________________________________________________________________________________________
Czaruś - spierdalaj na inną grządkę:P
OBÓZ PRACY 70
Trzeba wziąć się do roboty. Przyjechała laweta żeby zabrać to bardziej zgruchotane auto Monisi. Porsche, krótsze teraz o pół metra. Z przodu płaskie, z tyłu płaskie. Autem Uli zmiażdżonym tylko z przodu mam jechać ja. Mercedes, taki malutki z dwoma siedzeniami. O cholera, pedał od sprzęgła się chyba urwał. Więc wołam Ranjida i tłumaczę mu na migi, ze jest potrzebna jeszcze jedna laweta. A ten mi pokazuje, ze taki Mercedes nie potrzebuje sprzęgła. Automatic! Ustawiasz bieg do przodu i jedzie. Trzeba tylko dodawać gazu i hamować. No to jedziemy. Kierowca lawety daje po gazie już przed bramą, wiec zatrąbilem i pokazalem mu na migi żeby się nie spieszył, przecież nikt nas nie goni. Mamy czas. A ten wariat dalej jedzie chyba setką. Przy skręcaniu za bramą w prawo, zarzuciło mnie, zakręciło i zatrzymałem się na zderzaku wyjeżdżającej z posesji po przeciwnej stronie ulicy białej, długiej chyba na 8 metrów limuzyny. Wyskoczyłem, żeby obejrzeć straty i ewentualnie dać po mordzie kierowcy tego jamnika. Ale jak tamten wysiadł to doszedłem do wniosku ze lepiej wziąć winę na siebie. 2 metry wzrostu, 150 kilo wagi i z wyglądu taki trochę Saddam Hussein. Z takimi to lepiej nie zadzierać. Na moje szczęście, samochody nawet się nie cmoknęły. Stały w odległości centymetra od siebie. Nagle obsuwa się jedno z tylnych, przyciemnionych okien tej limuzyny i spogląda na mnie para czarnych przepięknych ocząt. Coś gorącego przeszyło moją klatkę piersiową (chyba gdzieś w okolicy serca) i jeszcze bardziej gorąco zrobiło mi się piętro niżej w mojej męskości. Boże jedyny, co to za piękność przepiękna! Anioł wcielony, tyle że nie z blond włosami, a czarna jak kruk. I uśmiechnęła się do mnie!! Nogi mi zmiękły ( tylko nogi). Po tym patrzeniu na córki pani Stasi, jest to chyba uczucie jakie ma więzień pojony przez 5 lat wodą, który po wyjściu na wolność wypił pierwsze piwko. Ten Hussein, pokazał ręką, że nic się nie stało, wsiadł do swojej bryki i pojechał. A ja zostałem z walącym sercem, ciasnymi spodniami i chyba otwartą gębą. Muszę się dowiedzieć, kto to był. Może Ranjid będzie wiedział? Odstawiliśmy auta do warsztatu. Na powrotna drogę dali mi świeżo naprawionego Land Rovera, którego Monisia rozwaliła chyba w poprzednim tygodniu. Zaraz po powrocie do domu poszukałem Ranjida, żeby go zapytać o tą piękność z przeciwnej strony ulicy. Chyba zrozumiał o co mi chodzi i coś mi próbował wytłumaczyć, ale nie mogę go zrozumieć. Mówi coś jakby:- sigoiner albo zigoiner konge.. Co to, do diabła może znaczyć? Najlepiej zapytam szefową. C.d.n.
OBÓZ PRACY 71
Pod domem jest garaż wielkości bazy maszynowej samopomocy chłopskiej w mojej wsi. Tylko, że tam stoją stare snopowiązałki i siewniki, a tu 30 prawie nowych samochodów najdroższych marek. Kilka stoi nawet za szklaną ścianą i jakieś urządzenia regulują temperaturę i wilgotność powietrza. To chyba wartościowe unikaty i nieboszczyk Wahlstrom schował je za szybą, żeby córeczki nie zniszczyły. Bramę do garażu też już zdążyli naprawić. Soraya woła na obiadek do jadalni dla personelu zaraz obok kuchni. Jest okazja, żeby trochę pogadać. Ranjid i Soraya pochodzą z Pakistanu i pracują tu już przeszło 10 lat. Jak ktoś może wytrzymać u jednego pracodawcy 10 lat? No ale oni też nie piją, więc trzeba ich zaliczyć do jakiegoś egzotycznego gatunku, niezależnie od pochodzenia. Ranjid dba o porządek w ogrodzie i w domu, jego żona robi zakupy, gotuje, usługuje paniom i też sprząta. Po obiedzie mam pójść do pani Stanisławy po następne instrukcje. Zaczynam się już pomału orientować w tym labiryncie korytarzy. Nie trwało 15 minut i już znalazłem panią Stasię. -Koniaczek, panie Fachurra? Ale mila ta Stasia. Może i ja zostanę tu przez 10 lat? Dziś po poludniu mam jechać na lotnisko przywieźć gości, którzy przylatują z Polski w odwiedziny. Pani Stasia kazała mi usiąść i zaczęła opowiadać kto przyjedzie. Bardzo ważne i znane osobistości polskiej gospodarki. Te nazwiska, które wymieniała to ja chyba słyszałem w polskiej telewizji. Są to ludzie z którymi ( a raczej z tatusiami których ) pan Wahlstrom robił interesy jeszcze za starych socjalistycznych czasów. Pan Wahlstrom prowadził jedną z największych firm pośredniczących w handlu zagranicznym. Najlepsze zyski były w latach 70tych kiedy za udzielone Polsce przez zachodnie banki kredyty, sekretarze i inni partyjni działacze kupowali w świecie co popadło. Firma pana Wahlstroma zajmowała się wciskaniem tym polskim zaopatrzeniowcom kitu, przestarzałych technologii i maszyn za ciężkie miliony dolarów. Wiele z tych kontaktów pozostało do czasu politycznych przemian na początku lat 90tych i cześć pieniążków, które wcześniej zostały zamrożone na anonimowych kontach powróciła do kraju, już nie na skarb państwa, ale na prywatne konta tych towarzyszy, którzy wtedy zaczęli bardzo pilnie organizować prywatyzację. Firma Wahstroma wykupywała akcje nowych polskich spółek pod płaszczykiem tych zaprzyjaźnionych polskich biznesmenów i sprzedawała je później innym koncernom z wielokrotnym zyskiem. I wszystkim się dobrze wiodło i nadal się wiedzie. Nie za bardzo rozumiem tych Stasinych wywodów, ale przecież nie muszę. Pani Stanisława powiedziała jeszcze, że o tych odwiedzinach i o tym co ewentualnie usłyszę z rozmów w aucie i w domu, nie wolno nikomu nic mówić. Pewnie że nie powiem. Ale o pisaniu nie wspomniała. Na koniec zapytałem jeszcze o sąsiadów z przeciwnej strony ulicy. Pani Stasia wie tylko, ze posiadłość została przed rokiem sprzedana i podobno kupił ja jakiś cygański król. Mieszka tam z bardzo dużą rodziną i jeszcze większą liczbą ochroniarzy. Aha, to ta prześliczna czarnulka z białej limuzyny musi być księżniczką i jeśli uda mi się ją przygruchać to może zostanę księciem? Książę Fachurra - to naprawdę ładnie brzmi. C.d.n.
Hallo ! Jestem Fachurra . Czy ktos z tu zagladajacych , mialby ochote poznac mnie blizej ? Jestem porzadnym chlopakiem , ktory po prostu ma niesamowitego pecha . Podrozuje juz od trzech miesiecy po Europie i nigdzie nie moge znalezc szczescia. Moze ktos chcialby zebym mu opowiedzial o tym wszystkim co mi sie do tej pory za granica przytrafilo ?
Ponizej dorzuce link do filmu , ktory ktos chyba bez naszej wiedzy nakrecil i opublikowal , a przedstawiajacego najprawdopodobniej mnie i moich kolegow podczas zakupow w Holandii .
http://www.youtube.com/watch?v=QkGe...
Na Razie czesc !
Fachurra