dobrze mówią, jeżeli nie macie się gdzie zatrzymać do momentu znalezienia pewnej pracy, mowa o Edynburgu, to tak 2-3k jak nic potrzebujecie. Jeżeli chodzi o życie to przy 7/h (full time) prawie jedna wypłata idzie na rachunki, depozyt płacisz tylko raz, nie co miesiąc stąd na start potrzebujesz więcej kasy - no i nie wiesz ile będziesz bez pracy.
asiunia 9191, Tak jak wyzej, nic dodac nic ujac. Musicie sie liczyc tez z roznymi nieprzewidzanymi wydatkami, jak np. obowie specjalne do fabryki itp., nikt nie chcial was przestraszyc tylko niestety takie sa realia. Najlepiej by bylo gdybyscie sie u tych znajomych zatrzymali chocby tylko przez kilka dni by okolice ogarnac i nie wynajmowac pierwszego lepszego, byle czego, bo moze sie rzeczywiscie okazac ze praca jest ale w innym miescie, rowniez zycze powodzenia.
Prawda jest taka ,ze z praca tak latwo nie jest... troche trzeba szukac... ja jestem tu 2 miesiace a pracuje od poltora... (kolega pomogl z praca na poczatek :) ) ale do czego bije.. tez mam prawko C nawet CE... na ciezarowki w edku pracy jest bardzo malo ,predzej livingston,glasgow... wymiana papierow tez dlugo trwa i kosztuje (prawko+karta do tacho lacznie prawie 100f) ... i jesli Twoj chlopak nie jezdzil wczesniej to bedzie mial problem ze znalezieniem pracy na ciezarowkach. Ja akurat jestem w trakcie wyrabiania papierow takze "jak cos" to moge podpowiedziec co i jak :)
Powiem tak: o wiele łatwiej jest przylecieć z Pl do Szkocji(pod warunkiem, że macie jakąś kasę) niż potem, w razie niepowodzenia wrócić z podtulonym ogonem do Polski, co do znajomości waszego angielskiego, Szkocki slang wasz angielski zweryfikuje w kwadrans, szczególnie w Glasgow, te fabryczki typu wasza to jedne wielkie skupiska osób bez poszanowania siebie samych, przymuszanie do nadgodzin, targety wyśrubowane na maksa i kupa Polaków z wiosek typu Facimiech i Sląskich familoków, zjedzą was bez popijania, superwajzorzy będą deptać wam stopy sprawdzająć czy aby napewno macie safety shoes, zwolnić was mogą za coś lub za nic, ot tak bez uzasadnionego powodu. UK to nie eldorado tylko kraj bazujący na pocie emigrantów za minimum płacowe, na zasadzie, że ktoś zapier..... musi by lokalnym żyło się lepiej.
Życzę wam jak najlepiej ale zalecam by organizować sobie życie w innym kraju ze świadomością zagrożeń.
@majas , informuj mnie jak to zalatwisz co i jak na pewno nam sie przyda a co do reszty komentarzy ja wszystko rozumiem ale wiecie ile rocznie polakow wyjezdza? Ile z nich jedzie w ciemno? Ile nie zna jezyka? A ile wraca spowrotem do Polski? Na wyspach zyje tysiace polakow ktorzy nie oszukujmy sie nie sa dyrektorami. Nie pojedziemy bez kasy na zycie ale nie przesadzajcie..
Zabierasz te 2-3 tysiące funtów i jedziesz w ciemno,albo szukasz pokoju przed przyjazdem,np zamieszkujesz u Twoich znajomych na jakiś czas i dogadujesz się do oplat-wersja tansza nieco.Tylko pamiętaj,ze znajomy zawsze może Cie kopnąć w pupe i powiedzieć nara,wiec to musiałby być jakiś dobry znajomy.Ktos wyżej wspomniał o szkockim,tak szkocka wersja angielskiego to zupełnie co innego niż to co w szkole.Ja się uczyłam 19 lat angielskiego i co z tego,że umiem,jak przyjechałam do Szkocji to dostałam "szkockim po łbie" i szybko musiałam się uczyć ich wersji.Ale to da się ogarnąć jeśli masz kontakt w pracy ze Szkotami.
rdzenni Indianie mogą sobie do Indii emigrować i dupy ł`amerykanom nie zawracać.
2-3k funciaków ok będzie na początek (tu gały wywaliłem),
moja gorsza połówka ;-) nie tak dawno jakiś sondaż robiła i średnio Polacy zabierają poniżej 400f na początek, także..o konserwach, puszkach itp nie zapominać, fajki na sprzedaż itd, tak wielu zaczynało/ zaczyna. Ile trzeba pracować za minimum żeby te 3k funtów się zwróciło? Realne to w ogóle?
Powodzenia życzę, się nie spróbuje, się nie dowie.
Osobiście uważam że po 5 stów na "łeb" i musi być dobrze, jak kasy zbraknie znaczy jedno, emigracja nie dla Was, mniejsze straty poniesiecie.
a jak już tą drugą wypłatę odłożą to co wtedy? i niby po co odkładać? na trumienkę hebanową? czasami aż trzęsie, te konserwy, faje na handel, mieszkanie u kogoś kątem, brrrrrrrrr, ciarki mnie przeszły. Ile zarobicie na tych 4 wagonach fajek? ile można na konserwach i makaronie? a zresztą co to za życie, odkładać, handlować fajami i wpier.... konserwy.
czyli na miesiąc życia w uk 1100f potrzeba (według Ciebie) ja napisałem że 1000, zaprawdę zajebista różnica, zakładając że wypłata po tygodniu przepracowanym, maja 2+ tygodnie na znalezienie pracy.
Amitorybka1987 "konserwy, puszki, fajki, 400f... gdyby mi ktoś tak napisał.."
tak ludzie odpowiadają, opisują swoje początki, nie moje słowa, ja od 10 lat w Szkocji także w temacie jak zacząć już nie jestem.
Sheen, wydaje mi się (mogę się mylić), że teraz jest ze startem znacznie trudniej, niz przed laty.
Gdy przylatywałem do Szkocji, mój pracodawca czekał na mnie od 2-3 dni, nie na rozmowę, a na podjęcie przeze mnie pracy (nic takiego, taśma w dużej piekarni), wszystko, co zrobiłem wcześniej, to wysłałem aplikację z Polski. Przez pierwsze dni mogłem się tylko uśmiechać i kiwać łepetyną, bo okazało się, że mój i tak kiepski angielski słabo sprawdza się w Szkocji (no chyba, że wlałem w siebie pare browców w knajpie- wtedy mówiłem lepiej i całkiem nieźle socjalizowałem się z tubylcami ;) ), co w niczym nie przeszkadzało pracodawcy, ponieważ na kilkadziesiąt osób pracujących na mojej zmianie, "aż" dwie albo trzy osoby (wliczającw to kierującego zmianą) nie były Polakami. Ceny najtańszego żarcia (ważne na starcie w tamtych latach ;) ) w stosunku do czasów z okresu mojego przyjazdu, zmieniły się mniej-więcej o 100%. Oczywiste jest, że żarełko nie potaniało. ;)
Nie oszukujmy się, ale wiele osób mieszkało wtedy za grosze w jakichś "kurnikach", gdzie miało przydzielone miejsce do spania na grzędzie, ;) tzn. w kilka osób w jednym pokoju, etc. Teraz raczej nikt już sie w to nie bawi. Z chatą również miałem farta, bo tuz po przylocie niemalże z marszu przejmowaliśmy ze znajomym dwusypialniane mieszkanie od kogoś, kto definitywnie wracał do Polski.
Gdy po wyjeździe do Polski, jakiś czas później znów wracałem do UK, miałem w kieszeni 170 GBP i dwa pakiety fajek, z których jeden sam puściłem z dymem, ale też i wiedziałem, do których drzwi zapukać, aby natychmiast zacząc pracę, u kogo wynająć pokój bez depozytu, w płatnościach tygodniowych, etc.
Sheen, dwuosobowy pokój to wydatek 350-450 GBP, dolicz depozyt, jeżeli zamarzy się komuś samodzielne mieszkanie wynajęte od właściciela sklepiku za rogiem, ;) to lekką ręką na samą chałupę o dość nędznym standardzie w pierwszym miesiącu potrzebny jest w Edynburgu sporo ponad tysiak. Dorzuć dwa bilety miesięczne, jakieś żarcie, karty telefoniczne, "poduszkę bezpieczeństwa" (gdyby okazało się, że jednak z tą pracą, o której zapewniał kumpel, nie jest tak różowo, a za dach, szukanie pracy i michę trzeba przecież zapłacić) . Pozwala to potem uniknąć zakładania tematów na emito, z cyklu "help, jestem w czarnej dupie" (zdarzają się dość często). Dwa tysiaki to chyba jednak minimum na granicy bezpieczeństwa.
Witajcie :). Wraz z moim chlopakiem planujemy z koncem maja wyjechac. Myslimy o Edynburgu choć chcemy jechać trochę w ciemno z nadzieja na prace w popularnej fabryce ciastek gdzie sporo naszych znajomych zaczynalo. Doradzcie, czy to dobry pomsł i wybór. Chlopak na prawko na c i kwalifikacje myslimy ze jak sie zaklimatyzujemy moze znajdzie sie praca w tej branzy co za tym idzie lepsze zarobki. Powiedzcie ile musimy miec na poczatek, czy lepiej od razu cos wynajac czy najpierw zatrzymac sie w jakims hotelu i znalezc prace. A moze jest tu ktos kto moze nam jakos pomoc w wyjezdzie, jakos to ogarnac pomoc znalezc prace i lokum. Bede wdzieczna za kazda wskazowke. Pozdrawiam :)