Mieszkając od dziesięciu lat w Wielkiej Brytanii, jestem zszokowana liczbą rodziców, którzy nie mówią do swoich dzieci w ich ojczystym języku. Nie dotyczy to oczywiście wyłącznie rodzin z Polski, ale również z innych, najczęściej afrykańskich krajów. Proszę nie traktować tej uwagi jako formy rasizmu. Piszę wyłącznie z własnego doświadczenia i akurat, w moim przypadku, tak właśnie to wyglądało.

O ile na placu zabaw nigdy nie spotkałam francuskiej czy szwedzkiej matki mówiącej do swojego dziecka w języku angielskim, o tyle zdarzało mi się to zaobserwować u mam z Nigerii, Ghany czy znad Wisły. Na czym polega ten fenomen? Dlaczego afrykańska czy polska matka woli zwracać się do swojego dziecka łamaną angielszczyzną z fatalnym akcentem, gdy tuż obok francuska nie pozwala wręcz, by jej syn odpowiadał na jej pytanie w języku angielskim?
Okazuje się, że przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w błędnym przekonaniu rodziców, którzy wierzą w to, że mówiąc do dziecka w języku angielskim, który nie jest ich językiem ojczystym przyczynią się do lepszej aklimatyzacji ich dzieci w nowej ojczyźnie. Rodzice tacy są przekonani, że mówiąc do dziecka w języku innym niż angielski utrudniają im wręcz naukę w szkole i akceptację społeczną. Ułomność takiego podejścia bierze się z konkluzji, że nie powinniśmy być inni, skoro mamy żyć wśród anglojęzycznej społeczności, to powinniśmy posługiwać się wyłącznie ich językiem. Czy tak jest w istocie? Czy ucząc własne dzieci niegramatycznego angielskiego sprawimy, że poczują się… Anglikami?
Język jest jednak czymś znacznie głębszym niż tylko umiejętnością komunikowania się między ludźmi. To także przekazywanie emocji, pozytywnych i negatywnych, których nauczyć się w języku obcym jest niezwykle trudno. Rodzicom, którym wydaje się, że nie powinni do swoich dzieci mówić w ich ojczystym języku polecamy krótką zabawę. Otóż wyobraźmy sobie nas samych jako malców, do których nasze matki mówią w obcym, sztucznie brzmiącym, pozbawionym spontaniczności, języku. Równocześnie widzimy, że nasi rodzice rozmawiają między sobą w zupełnie innym. Jakbyśmy się wtedy czuli? Prędzej czy później dziecko zorientuje się, że taka gra jest tylko podstępem.
Ewa, matka nastoletniej Anny pochodzi z mężem z Litwy. W Londynie mieszkają od piętnastu lat. Do córki nigdy nie zwracali się w języku litewskim, od samego początku, świadomie rozmawiali z nią w języku angielskim.
- Dlaczego? – pytam zdziwiona.
- Bo łatwiej było nam się kłócić – odpowiada Ewa z lekkim zażenowaniem – O pewnych rzeczach nie chcieliśmy mówić przy dziecku i to był prosty sposób. Nasza córka nie rozumie, o czym rozmawiamy między sobą.
- Nigdy nie żałowałaś takiej decyzji? W końcu pozbawiliście ją języka jej przodków?
- Dotarło to do nas dopiero, kiedy pojechaliśmy z Anną na wakacje do kraju. W żaden sposób nie mogła się porozumieć z babcią, która nie znała angielskiego. Może to dziwnie zabrzmi, ale wtedy byłam z tego nawet dumna, że mam takie światowe dziecko. Teraz, kiedy Anna ma trzynaście lat trochę żałuję, że nie nauczyliśmy jej mówić po litewsku.
Anna, jeśli kiedykolwiek będzie chciała uczyć się języka, w którym swobodnie porozumiewa się cała jej rodzina, będzie musiała uczyć się go jako języka obcego. Pomimo typowego litewskiego nazwiska, nie potrafi powiedzieć prostego zdania w tym języku. Gdyby jej rodzice podjęli inną decyzję i rozmawiali z nią w domu w języku ojczystym, dziś Anna mogłaby zdać angielską maturę z języka litewskiego. Odebranie jej języka rodowego ogranicza także jej przyszłość na rynku pracy.
Dzieci dwujęzyczne mają szersze pole działania w szukaniu pracy, a pracodawcy chętniej zatrudniają kogoś, kto mówi perfekcyjnie w dwóch językach. Ponadto język ojczysty, to ten, w którym zostali wychowani rodzice dziecka. Jest on przekazany przez całe pokolenia, pełen zdań, które nie zawsze są łatwe do przetłumaczenia i wytłumaczenia komuś, kto tym językiem nie posługuje się od urodzenia.
Podstawową zasadą nauki języków obcych, a więc języków drugich, jest opanowanie ojczystego. Dopiero, kiedy dziecko czuje się pewnie gramatycznie w języku ojczystym, możemy zastanowić się nad nauką drugiego języka. To właśnie dlatego polskie dzieci, do których rodzice w domu mówią w języku ojczystym, idąc do brytyjskiej szkoły gładko nabywają umiejętność porozumiewania się po angielsku.
Polskie mamy, które były przerażone faktem, że ich pociecha nie mówi słowa po angielsku, nie wychodzą z podziwu nad ich niezwykłymi zdolnościami językowymi. Takie maluchy chłoną drugi język jak gąbka, bo dostały solidne wsparcie w nauce ojczystego. Liczne badania pokazują, że dzieci, które doskonale posługują się językiem ojczystym, dużo łatwiej uczą się języków obcych. Szkoły często zalecają wręcz rodzicom pochodzącym spoza Wielkiej Brytanii, by nie zwracały się do dzieci po angielsku, bo to uczy je tylko złego akcentu.
Pamiętajmy więc, by do dzieci mówić po polsku podczas rodzinnych wycieczek i uroczystości. W domu również, bo jesteśmy Polakami. Naukę języka angielskiego zostawmy specjalistom, nauczycielom i pedagogom angielskim, bo masza pociecha w szkole i tak prędzej czy później nauczy się mówić w języku angielskim.
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?



Komentarze 54
W domu po polsku, w szkole po angielsku...
Co na to Mums From Aberdeen?
Oststnio do baru gdzie pracuje przyszedl stary oblech z glupimi propozycjami, przyjechal z Aberdeen 'poskakac sobie w Edin' na drugi dzien wrocil wciaz niewytrzezwialy i w tym samym ubraniu. Az czulam podskornie ze to musial byc Mariusz z Aberdeen, nikt normalny sie tak nie zachowuje !!!
Czy ktos kiedys zastanawial sie nad tym jak tym dzieciom jest ciezko? Rownoczesnie rosna, rozwijaja sie fizycznie, psychicznie i intelektualnie, i sa bombardowane przez dwa jezyki. Jestem za mowieniem w domu po polsku i tak tez robie, ale jesli autor lub autorka chca uzyskac pelny obraz dlaczego rodzice czasem mowia do dziecka po angielsku (nie przez caly czas) to prosze wniknac glebiej w temat i zainteresowac sie problemami jezykowymi dzieci, ktore niby z taka latwoscia jak tzw gabka chlona dwa jezyki, nie zawsze tak jest. Dwujezycznosc sprowadza sie do wielu plusow w dlugoterminowym spojrzeniu na ta sprawe, dla niektorych dzieci oznacza opoznienia jezykowe nawet do kilku lat w stosunku do rowiesnikow. A opoznienia jezykowe przekladaja sie na problemy dla calej rodziny. Artykul jest bardzo tendencyjny.
Radzilabym osobie piszacej ten artykul przeszkolic sie z dziedziny geografii/etnografii zanim zacznie glupoty pisac.Gana i Nigeria byly koloniami brytyjskimi I w obydwu krajach jezykiem urzedowym I powszechnie urzywanym jest ANGIELSKI!!!Klania sie geografia ze szkoly podstawowej!Owszem kraje te maja sporo dialektow czy lokalnych jezykow jak chocby joruba,ibo czy hausa w Nigerii czy twi w Ghanie,ale wiele osob,a szczegolnie mieszkancow miast posluguje sie jedynie jezykiem angielskim.Rozumujac tokiem autora artykulu dlaczego matki z Polski nie mowia do swoich dzieci gwara slaska czy kaszubska?