Jeżeli zdarzały się zaskoczenia, to jednak przyjemne.
A drugiej strony dość smutne uczucie, że przez długie lata ktoś w Polsce rąbał mnie na kasę.
Ze spraw bardzo przyziemnych...
Spore zaskoczenie w sklepach:
Ceny dobrych, markowych zabawek częstokroć 2,5 raza niższe niż w Polsce.
Ceny dobrych ciuchów również o wiele niższe.
Istnienie zupełnie nieznanych w Polsce marek lub marek postrzeganych tam za ekskluzywne.
Dofinansowywane przez państwo żarówki energooszczędne, których cena w pewnym momencie spadła do 10 pików za sztukę.
Słój nescafe (fakt, że różniącej się smakiem) do nabycia za walającego się często po chodnikach jednego funta. ;)
Mnóstwo aut elektrycznych (dofinansowania) i cholernie dużo (jak na klimat) kabrioletów na ulicach. :)
Siła nabywcza pieniądza. I jakiś taki... szacunek do niego- pomimo tego, że mogę pozwolić sobie (i pozwalam sobie) na więcej.
Aha... no i ceny fajek, o których chyba nikt nie wspomniał... ale to pewnie dlatego, że palący pozostali jednak wierni polskim markom? ;) ;P
Zainspirowal mnie temat z dyskusji ogolnej: 'jechac czy nie jechac?'. Pamietacie Wasze pierwsze dni po przyjezdzie na Wyspy? Jakie bylo to miasto? Jaka robota? Jakie mieszkanie? Jakie wrazenia?