Były minister spraw wewnętrznych, Jack Straw przyznał, że otwarcie w 2004 roku brytyjskiej granicy dla imigrantów z Europy Wschodniej było “spektakularnym błędem” Laburzystów. Najbardziej żałuje jednak tego, że zniesiono restrykcje, które pozwalałyby kontrolować napływ przyjezdnych.

Pomimo, że większość krajów UE skorzystała z prawa, które przez siedem pierwszych lat, zakazuje obywatelom nowych państw członkowskich podejmowania pracy na ich terenie, Wielka Brytania postanowiła być w tej kwestii liberalna. Politycy uznali bowiem, że przyjazd imigrantów może mieć dobry wpływ na brytyjską gospodarkę.
Według byłego ministra, wydając Polakom i Węgrom zgodę na pracę, kierowano się dobrymi intencjami. Oceniając jednak tę decyzję z perspektywy czasu, Straw uważa, że pomysł nie sprawdził się i przyniósł fatalne skutki. Partia Pracy szacowała bowiem, że po 2004 roku z Polski i z pozostałych krajów Europy Wschodniej na Wyspy przeniesie się jedynie 13 tys. osób. Tymczasem do UK zawitało ponad milion imigrantów.
Kolejną kwestię związaną z imigrantami poruszył następca Strawa - David Blunkett, który w poniedziałek ostrzegał lokalną ludność przed problemami, które mogą wyniknąć z faktu, że na terenie Wielkiej Brytanii przebywa obecnie 200 tys. Romów. Jego zdaniem duża część z nich nie dostosowuje się do panujących w UK zasad, mieszka w bardzo prymitywnych warunkach - często bez dostępu do toalet. Według polityka, jeżeli już teraz społeczność nie wpłynie na zachowanie Romów, ich odmienność kulturowa, w niedalekiej przyszłości, może doprowadzić do konfliktów i “tarć” z lokalną ludnością.
Źródło: Labour made a ‘spectacular mistake’ on immigration, admits Jack Straw, Alice Philipson, The Telegraph


Komentarze 39
Pieprzony populizm.
Dokladnie, jak mu podsypia na jakies zacne cele z innego lobby to po wie ze sie pomylil ze sie pomylil.
Każdy głupek może zgrywać cwaniaka i udawać mądrego, mówiąc co należało zrobić wcześniej.
Mądrego można ocenić po tym, co wcześniej zrobił a głupek będzie wysnuwał mżawe wizje na przyszłość.
Oczywiscie ze latwiej oceniac post factum kiedy czas unaocznil skutki naszych posuniec.
Ale bledem jest rowniez, jak w twoim przypadku, przyklejanie obelzywej etykietki "glupek" tym ktorzy przynajmniej po szkodzie pokusza sie o wyciagniecie wnioskow.
NIE NALEZY LUDZI ZNIECHECAC OD PARTYCYPOWANIA W ZYCIU POLITYCZNYM I SPOLECZNYM
PS: moglbym sie poprzerzucac z toba argumentami pokazujacymi ze cale spoleczenstwa potrafia "wchodzic do tej samej rzeki" i dojdziemy do nieciekawych wnioskow.
PRAWDA OBRONI SIE SAMA i poki zyjemy w czasach ze historykow, badaczy i aktywistow wsadza sie za kratki, zabija lub dyskredytuje poza meritum TO OZNACZA ZE DANY SYSTEM TUSZUJE PRAWDE.
No, mieli szczescie, ze sie pomylili, bo imigranci im pracuja i placa podatki, jakie to jednak mile!
Kiedys - jakos przed pierwsza wojna chyba? bo potem juz bylo tylko gorzej... - mnostwo ludzi pracowalo tu jako prywatna sluzba jasniepanstwa. Siedzieli sobie 'downstairs', mieli robote zrobic, ale zeby sie panstwu 'upstairs' w oczy za bardzo nie rzucac.
Gdyby imigranci- wolki robocze pracowali, a po pracy znikali w jakims dyskretnie polozonym hostelu, zeby sie zregenerowac i znow pracowac, gdyby nie sprowadzali rodzin i w ogole sie w oczy nie rzucali, to politycy nie musieliby kombinowac, co tu powiedziec, zeby sie ludowi wyborczemu spodobalo.
Pamietam jeszcze sprzed mojego przyjazdu taki program BBC: przepytywali babke w autobusie i ona pomstowala przeciw naplywowi Polakow. 'Ale, dobra kobieto - rzecze jej reporter - ten autobus cie wiezie, bo polski kierowca przyjechal do pracy'. A babsztyl swoje, ze po co tu ci Polacy ( ale z autobusu nie wysiada!).