Swavik
#66 | Dziś - 21:26
No ok, wtopa, kijewna przepraszam;-) Skąd miałem wiedzieć, że o rowerze mówisz...;-) Mam nadzieję, że łaskawie wybaczysz. Też mam nadzieję, że z czasem polskie paranoje odejdą w przeszłość, choć na ciasnotę umysłu i nietolerancję będę pewno zawsze reagował alergią
slusznie! nie pozwol im nabijac sie ze swoich okularow!
Biedny Glasiu, taki niekochany - mimo melodyjnego dialektu i beztramwajowosci... ja tam do serca pSZytulam Dear Green Place :)
rowniez serdecznie pozdrawiam.
Ciesze sie swavik ze ci sie podoba. Ja tu przyjechalam w nocy, autobusem z lotniska na Princess Street, dlugo przed tramwajami, zobaczylam podswietlony zamek na podswietlonym wzgorzu i sie zakochalam. Teraz nie mieszkam w Edim ale na przedmiesciach, bo miasto mnie meczy, ale jestem w nim codziennie bo tu pracuje. Na pewno ci sie tu spodoba, zabukuj sobie duzo czasu wolnego na zwiedzanie.
Zgadzam się. Bylem w Atenach przed laty.Obydwa miasta są tak samo brudne, na tyle brudne,ze gdy odwiedza Cie rodzina z Polski, to najlepsza opcja jest pokazywanie tych "Aten" po zmroku.Mniej syfu na około.A niej daj już Panie Boże ,jak Cie poniesie i zabierzesz rodzinę do przysłowiowego "sklepiku za rokiem",a tam syf-tyfus i dyfteryt:-)Ale generalnie tak, identycznie jak w Atenach.
"sklepik za rogiem" znaczy to samo : corner shop ,wiec czy teraz już jaśniej ? Syf i brud na ulicach w Polsce niestety ale nie ma szans dorównać syfowi i brudowi na ulicach tutaj.No wiem,ze dla ludzi pochodzących z zadupia,już toaleta w domu i ciepła woda w kranie to czysty Meksyk,ale ( sorry, bez urazy, nie mam takiej intencji), nie dla każdego to szczyt osiągnięć cywilizacji Europy w XXI wieku.
A jestem ciekaw czy znajdziesz w Edynburgu takie miejsca jak w tym fotoreportaż prophet: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomo...
Moim zdaniem w mieście nie chodzi jedynie o czystość z gatunku eksperymentalnych, duńskich dzielnic, a o klimat, który wchłania tuż po wyjściu z domu. U mnie klimat edynburski przegrał najpierw z prozą życia i wyniosło mnie na przedmieścia, by w końcu zupełnie zniknąć gdy poznałem prawdziwe oblicze Szkocji, tej na północy. Dziś z Edynburgiem wiąże mnie jedynie kilka mandatów za złe parkowanie i wspomnienia. Ja to przeżywałem tak Svawik: http://www.emito.net/spolecznosc/fo... , przy czym dla mnie to było pierwsze miasto w UK. A tak w ogóle to pozdrowienia i nie daj się zwieść topornemu pomyślunkowi na emito, większość z nas jedynie udaje idiotów. ;)
Byłem wczoraj w Edynburgu, pierwszy raz w życiu. Rozmowa kwalifikacyjna, męcząca podróż z Manchesteru, stres, nerwy. Ze stacji Edinburgh Waverley wyszedłem na zewnątrz od strony Princes Street, szaro, buro, dżdżysto, gwarnie.
Nerwy prysły, o stresie zapomniałem, pogoda w dziwny sposób pasowała. Spojrzałem przez tory w kierunku zamku i starego miasta i oniemniałem. Na twarzy wykwitł mi naiwny uśmiech, w oczach pojawił egzaltowany błysk. Widziałem zdjęcia, filmiki na youtube i street view na google maps, ale tego się nie spodziewałem. Miłość od pierwszego wejrzenia.
Czy ktoś z Was to jeszcze dostrzega? Piękno, urok, niezwykłość miejsca, w którym żyjecie? Czy proza życia zjadła Waszą wrażliwość i zostawiła gorycz, sarkazm i obojętność? Rutyna zabija wrażliwość, ale może jest jeszcze ktoś, kto widzi, jak niezwykły jest Edynburg?
Od maja będę jednym z Was. Praca, o którą się starałem, jest moja. Nie spodziwam się przeprowadzki do raju, ale cieszę się, że dostałem szansę zamieszkania w jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie dotychczas widziałem. Na tę chwilę, proszę nie zabierzcie mi tego, jestem szczęśliwy. Pozdrawiam:-)