Zapytaliśmy jak nadwiślańskich imigrantów odbierają rodowici Anglicy i co wiedzą o ich historii i kulturze...Dla jednych Polska, to wciąż kraj biedny, bez uroku i perspektyw. Dla innych, to kraj z bogatą kulturą, historią i topografią. Kim są ci "jedni" a kim ci "inni"?
Młodzi Anglicy, na słowo "Polak" reagują podobnie: "Hydraulik" – mówi Joshua Grifford (22), student filmoznawstwa; "Pracownik fizyczny" – uogólnia jego 27-letnia koleżanka, która pragnie pozostać anonimowa. Podobne skojarzenia mają Suzanne Eldridge (21) – studentka inżynierii medycznej oraz Chris Hughes (26) – absolwent studiów dramaturgicznych.
Z przeprowadzonych rozmów wynika, że Anglicy nie mają wielu przyjaciół wśród Polaków, a jeżeli już takowych znają to zwykle pozostają z nimi w relacjach formalnych. "Miałam kiedyś Polskich sąsiadów. Wcześnie rano wychodzili z domu, wracali późnym wieczorem. Praktycznie ich nie znałam, nie dlatego że nie chciałam, ale dlatego że po prostu nie miałam do tego okazji" – mówi anonimowa studentka. Problem polega na tym, że fala uprzedzeń do mniejszości narodowych na Wyspach wciąż się rozwija. Aby zyskać dobrą reputację w obcym kraju, Polacy muszą udowodnić, że nie tylko miłość do funta przywiodła ich do Anglii. Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej, zatarło granice i otworzyło nowe możliwości szczególnie dla młodych Polaków, którzy przyjeżdżają na Wyspy by tu zdobywać wiedzę i doskonalić język.
Niemniej jednak, opinie o Polakach na dzień dzisiejszy nie są optymistyczne. "Polacy osiedlają się w Anglii w tych gorszych, biedniejszych dzielnicach, przyjeżdżają by zarobić pieniądze. My, Anglicy, czasami buntujemy się, stroimy miny, że ktoś zabiera naszą pracę, jednak przyznaję, że nie zawsze mamy rację, bo gdy praca jest, my ją odrzucamy. Dlaczego nie dać jej więc np. Polakowi?"– tym retorycznym pytaniem Joshua kończy swoją wypowiedź.
Zaskakująco negatywne sformułowanie pada z ust anonimowej studentki: "Polacy są nieprzyjemni". Zdanie to szybko jednak dementuje Joshua: "Nie zgadzam się! Nigdy nie spotkałem nieprzyjemnego Polaka. To radośni i zawsze uśmiechnięci ludzie. Kiedyś pracowałem z jedynym Polakiem w pubie, bardzo sympatyczny człowiek. Próbował nawet uczyć mnie polskich słów – bez pozytywnych rezultatów, niestety." Morał, który wynika z powyższego sporu jest prosty: człowiek, jako jednostka buduje wokół siebie opinię, która z kolei wpływa na ogólne postrzeganie całej grupy społecznej, do której należy, w tym przypadku dotyczy to obywateli Polski. Okazuje się więc, że każdy polski emigrant, któremu zależy na dobrej reputacji jego potomków, powinien dawać wzór swoim życiem tak, aby jego wnukowie na jego dobrej reputacji mogli zbudować jeszcze lepszą swoją.
"Polacy tworzą w Anglii swoją własną społeczność otwierając np. polskie sklepy. Nie znam jednak polskich produktów, wolę te nasze, angielskie" – kontynuuje w swojej wypowiedzi studentka X. Rzeczywiście, wiele londyńskich dzielnic słynie z dużej liczby zamieszkujących je Polaków i mieszczących się tam "polskich sklepów". Jednym z nich jest mieszczący się przy stacji metra Golders Green sklep "Orzeł". Przed wejściem klientów wita malowidło na szybie utrzymane w narodowej biało-czerwonej tonacji, na którym, jak nie trudno się domyśleć, widnieje orzeł z rozpostartymi skrzydłami. Okazuje się, że patriotyczna nazwa i barwy nie odstraszają tutejszych Brytyjczyków. "Mamy bardzo dużo angielskich klientów, kupują u nas bardzo chętnie szczególnie świeże pieczywo, konfitury, sery, wędliny. Popularnością wśród Anglików cieszą się również produkty polskich marek takie jak kisiel czy budyń. Zdarza się, że Brytyjczycy pytają nawet o ciasta na zamówienie" – mówi znów pragnąca zachować anonimowość sprzedawczyni.
Wynika więc, iż Anglicy lubią polskie jedzenie. Dlaczego wypowiedź badanej studentki była na nie? Może podziałała zasada: nie mów "nie" zanim nie spróbujesz.
Innym problemem jest wiedza Anglików o Polsce. Trudno spodziewać się od tak zróżnicowanego etniczne narodu jak Wielka Brytania, by jej mieszkańcy posiedli wiedzę o wszystkich kulturach i religiach praktykowanych w ich państwie. Jednakże każdy imigrant może podjąć próbę rozpowszechnienia informacji o swoim narodzie. Okazuje się jednak, że niewielu jest takich, w tym Polaków, którzy wyznają podobną ideę.
Na pytanie: "Co wiesz o Polsce?", studentka filmoznawstwa przyznaje otwarcie (choć anonimowo!): "Nic". "Może jakiś polski reżyser lub inny słynny człowiek? ...Miasto? ...Potrawa?" – na darmo padają podpowiedzi. Joshua za to wymienia z dumą "wielkich Polaków": "Papież Jan Paweł II i przywódca "Solidarności" Lech Wałęsa. Znam również kilka prac Kieślowskiego." Nie obce mu także nazwy miast takich jak Warszawa czy Kraków. Joshua studiował wcześniej historię i jak twierdzi, stąd głównie wywodzi się jego wiedza. Chris natomiast dzieli się informacjami o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, oraz, podobne jak Joshua, zna kilka polskich miast. Chris już jednak nie potrafi przypomnieć sobie sławnych Polaków. Studentka inżynierii medycznej, natomiast, na podpowiedzi w postaci takich nazwisk jak Maria Skłodowska Curie czy Tadeusz Kościuszko wzrusza ramionami. Żaden z interlokutorów nie potrafił zidentyfikować kraju pochodzenia Mikołaja Kopernika czy Fryderyka Chopina.
Powyższe wywiady i poszukiwania potwierdzają banalny fakt: ile ludzi tyle myśli i poglądów na jeden temat. Pytani Anglicy nie poszczycili się rozległą wiedzą o Polsce, a ich wypowiedzi naznaczone były raczej pesymistycznymi spostrzeżeniami. Wśród negatywnych uprzedzeń pojawiły się jednak przejawy wiedzy i odrobina pozytywów. Pozostaje więc nadzieja na to, że reputacja Polaków będzie polepszać się z biegiem czasu, ale to leży już tylko w gestii polskich emigrantów zamieszkujących Wyspy.



Komentarze 69
Anglicy mają problem z historyczną i kulturalna edukacją o innych narodach... Zbyt zapatrzeni we własne Ja...
Tu sie zgadzam po co sie uczyc o innych Nacjach ,Krajach ?:)
Zadufane w sobie Bubki :/
A wiedza historyczna na tym etapie edukacji bardzo mizerna :)
Zastanawiam się ile wy wiecie o historii i kulturze Wielkiej Brytanii?!
Np. Kto jest głową kościoła w Wielkiej Brytanii?
A to wazne?
brat Anzelm, akurat pytanie, ktore zadales jest smiesznie proste i zapewne wiekszosc nas jest w stanie na nie odpowiedziec( ale to zalezy od stopnia naszej ignorancji lub nie najprostszych faktow o swicie i historii). Musze jednak zaznaczyc, ze my, Polacy przynajmniej mamy zroznicowany stopien wiedzy-od minimalnej po SOLIDNA, w pzreciwienstwie do tubylcow, zktorych 80% albo i wiecej ma problem z geografia Europy!!!Nie mowiac o reszcie swiata. Pamietacie z podstawowki(!!!), jak uczono nas nazw rzek, gor, polwyspow, wysep, stolic?
Ja mam kontakt z ludzmi w wieku 16-25, bo studiuje, wiec moge co nieco o nich opowiedziec. Przez okolo 3 miesiace trwalo moje docieranie do grupy:nieustanne klotnie o to, ze np.kradne im edukacje i gdzie mieszkam ( na pewno w najgorszej dzielnicy miasta) i po co tu jestem? Czy pomagam rodzicom finansowo? Na moja odpowiedz, ze nie, bo pracuje tylko na part time, patrzyli niedowierzajaco. Pytali, jak smakuja polskie gumy do zucia, pewno tanio? Kradniemy im prace i mieszkania i nie mowimy po angiesku, tylko po polsku-angielsku. Pytali, czy mam ogrzewanie w domu. Gdy mowilam, ze niektore rzeczy w Polsce sa lepsze, usmiechali sie pod nosem(jak to moooozliwe!).Doszlo do powaznych utarczek slownych i powiedzialam im pare rzeczy, ktorych nie powinnam. Teraz jest spokojnie. Patrza na mnie jak na czlowieka, chociaz nadal docieramy do siebie.
Zdarza sie, ze ich ucze nowych slowek.