Nieznamir
#328 | Dziś - 12:40
Mam porownanie z tego co opowiadali znajomi w UK a co mowia ci mieszkajacy w Pl
proponuje wstrzemiezliwosc wpisowa, dopoki sama nie nabedziesz niezbednych doswiadczen.
tak za reymontem
och jakie pyszne kluski z miodem! a jadles je? nie, brat widzial.
_________________________________________________
Przeciez napisalam, ze probowalam.
Dodatkowo z romow wiem co mowia na ten temat znajomi Szkoci a co Polacy w kraju.
Esha_
#330 | Dziś - 12:44
chabrowa
#326 | Dziś - 12:35
A i jeszcze jedna rzecz; rasy psow typu bull, czyli amstaff, pitbull, bulterier sa zakazane w Wielkiej Brytanii.
Dlatego dziwi mnie widok swawolnie biegacaych psow tych ras bez kaganca czy smyczy
________________________________
To jakieś sfilcowane odmiany, przyjaźnie merdające ogonkami (bądź ich kikutami).
Pitbulle miniaturki;)
po trzech latach siedzenia w Anglii, stwierdziłam, zę czas się przenieść - padło na Edynburg, zjechałam pewnej słonecznej, jesiennej niedzieli tanim autobusem i skrzydełka mi opadły jak było brudno (a byłam wcześniej już w stolycy i nie było tak źle), teraz wiem jak wygląda Edynburg po weekendzie przed wkroczeniem służb;)
zaskoczeniem miłym było znalezienie pracy w zawodzie w 2 dni, niemiłym znalezienie przyzwoitego mieszkania dopiero po 2,5 mies. poszukiwań ( a co się polało z sufitu na parapetówie to kto był to wie;))
śmieszna mi się rozmowa trafiła natomiast z jedną panią z agencji rekrutacyjnej - ledwo ją rozumiałam, miała bardzo mocny bliskowschodni akcent, ona zresztą też miała problem z moim, ale przebrnęłyśmy jakoś do jednego z ostatnich pytań na temat preferencji - gdzie chciałabym tej pracy szukać - stwierdziłam, ze w zasadzie wszędzie, moze poza Glasgow, bo w ogóle nie rozumiem ich mowy, pani się zaśmiała empatycznie, że ona też ma ten sam problem... no tosmy sobie pogadały czystą angielszczyzną;);)
W porównaniu z Anglikami, Szkoci są niechlujni, brudne, niezadbane wystawy sklepowe, wiele pozabijanych dechami, wylewanie pomyj z barów prosto na chodnik (!) Nie maja zlewow?
Z cech pozytywnych wszędzie uśmiech i brak agresji nawet w środku nocy.
Jeszcze z ciekawostek naj***ne panny po zamknięciu imprezowni po 3.00 nad ranem w środku zimy zapieprzajace na bosaka z butami w rękach do domu, lub wręcz czolgajace sie (bez butów) :D, zamiłowanie wszystkich do wszelakich przebieranek z rożnych okazji, ogólnie wesoły naród :)
Kaplicowy, ta kolejka pod apteka, dwa razy dziennie, to wycieczka po metadon.Ja na poczatku myslalam, ze moze leki maja zdrozec, podwyzki, ale jak zaplacilam 4f za torbe lekow, na recepte, to zmienilam zdanie.Kolezanka z pracy uswiadomila mnie co oznacza ten ogonek.Zyjac na Ibroxie w Glasgow nie takie rzeczy widzialam.Np.Bzykajaca sie na ulicy, w waskiej uliczce pare.Poludnie, matka z dziecmi do Asdy zasuwa, a tutaj pani, z paniem, pod sciana:P
Wykladziny dywanowe na klatce schodowej, w budynku w ktorym mieszkalam, i prawdziwy ciec, Jimmi, niczym Stasiek Aniol.
esha, ja akurat nie zylam w wiezowcu, chociaz te staly obok.59 Fairley street.Spojrz w Maps Google:pTa "sciana" to uliczka, sciezka, przy Copland road.Zaraz za budynkiem, po lewej stronie.
Ciary normalnie:P
Do pracy w weekendy jezdzilam taksowka.Metro dzialalo od 7:00, a ja o 7am to musialam juz byc w pracy.Pozostal autobus przy Paisley Road West.Trzeba bylo dojsc do przystanku, jakies 8 minut spacerkiem.Po drodze trzeba bylo minac wiezowce, kamienice w ktorych wciaz trwaly imprezy.Cykoria mnie ogarniala, jak mialam wyjsc z domu o 6am, wiec zamawialam taksowke.Ja najgorszego wroga nie poslalabym w to miejsce.
poczatek?? euro hostel a po 4 dniach kamienica przy marchant city na początku london rd w glasgow. miejsce ok jak mieszka sie bez rodziny. od 5 lat obrzeza glasgow, takie prawie zadupie, choć autobus tu dojeżdża i GS-owski sklep pod nosem, otwarty 24 godz/dobę. dlaczego na zadupiu? rodzinie trzeba było zapewnić zbliżone warunki do tych, jakie mieli w Polsce. czy drogo? raczej nie. za spokoj, normalne dzieci, miłych i zyczliwych sąsiadów, dobrą szkołę w sasiedztwie, dobre połączenia do miasta i w gory warto zapłacić więcej. w przyszłości, najprawdopodobniej nie będę musiał wydawać kasy na pomoc dzieciom w walce z prochowym nałogiem.
przylot o północy, dwójka dzieci, kobieta, 100 kg bagażu, nagrane w Polsce mieszkanie na grantonie, wlasciciel z kuzynem maja wyjechac po nas, btw Pawel Kowalski sie nazywa, rzeczywistośc nie odbiera telefonu, koczowanie na lotnisku do rana, opatrznosc Boga, moj kuzyn dorabia w edku na polu karawningowym, telefon, tymczasowe lokum i dla mnie praca z mety, takie poczatki
Zainspirowal mnie temat z dyskusji ogolnej: 'jechac czy nie jechac?'. Pamietacie Wasze pierwsze dni po przyjezdzie na Wyspy? Jakie bylo to miasto? Jaka robota? Jakie mieszkanie? Jakie wrazenia?